u chorych na raka gruczołu piersiowego Zmęczenie to jeden z najczęściej zgłaszanych objawów przez kobiety z nowotworem piersi, dlatego powinny one posiadać wiedzę i umiejętności, aby radzić sobie z tym pro-blemem. Edukacja może spowodować, że chore na raka pier-si w tak trudnym dla siebie okresie poprzez zmniejszenie Dieta pacjentów leczonych z powodu raka nerki powinna zapewniać optymalną ilość energii, niezbędną do utrzymania prawidłowej masy ciała pacjenta. Ważna jest również odpowiednia podaż mikroskładników odżywczych. Dużym wyzwaniem w planowaniu diety dla chorych na raka nerki jest ustalenie optymalnej podaży białka. Dla dorosłych i dzieci! Cancer Fighters to wrocławska fundacja dla osób chorych na raka. Założycielem naszej fundacji jest Marek Kopyść, który w przeszłości sam wygrał walkę z rakiem. Dziś wspólnymi siłami niesiemy pomoc dla osób chorujących na nowotwór, bo wiemy z autopsji, że rak to nie wyrok, a jedynie przeciwnik, którego Nowotwór ten ma kilka etapów (stadiów): etap 1: rak nie rozprzestrzenił się poza jelito lub odbytnicę. etap 2: rak zaatakował warstwę mięśniową jelita grubego lub odbytnicy. etap 3: rak rozprzestrzenił się na węzły chłonne. etap 4: rak rozprzestrzenił się na inne części ciała, takie jak wątroba, płuca czy kości. . W wieku 33 lat dowiedziałam się że mam raka piersi. W internecie mało jest informacji o tym jak wygląda leczenie raka piersi w Polsce, najwięcej dowiadywałam się na grupach na facebooku: „AMAZONKA życie po diagnozie RAK PIERSI” oraz „Chirurgia piersi – nie jest mi obojętnie„. W tych grupach można znaleźć wsparcie oraz wiele informacji na temat leczenia – polecam do nich dołączyć. Opowiem wam krok po kroku jak wyglądało moje leczenie w Magodencie w Warszawie. Typ/rodzaj mojego nowotworu to rak hormonozależny, HER ujemny – co to znaczy dowiesz się niżej. Moje leczenie obejmowało: chemioterapię, operację, radioterapię i hormonoterapię (aktualnie) – w tej właśnie kolejności – ale nie jest to regułą! Czasem najpierw jest operacja a dopiero potem chemioterapia. Radioterapia i hormonoterapia też nie zawsze są stosowane – zależy to od typu nowotworu i stanu zaawansowania (wielkość/przerzuty). Leczenie (chemioterapię) zaczęłam miesiąc po znalezieniu usg piersi robiłam co roku. Rok po ostatniej ciąży (a były ich 2) zrobiłam ostatnie usg. Potem miałam przerwę 2 lata – dobrze wiedziałam o tym że powinnam już zrobić kolejne badanie, ale mając małe dzieci ma się mało czasu i pewne rzeczy się odwleka:/ zwłaszcza jeśli lekarze uspokajają że jestem jeszcze młoda, nie mam wskazań by robić np. mammografię – mimo pewnego obciążenia rodzinnego – tj. kilku przypadków raka w rodzinie od strony mamy (ciocia-rak piersi, wujek rak prostaty i dziadek rak jelita). Czy sama badałam moje piersi ręką – sporadycznie tak. 3 lata po ostatniej ciąży, a 2 lata po ostatnim usg piersi poczułam szczypanie pod pachą – gdy ją myłam – tak jak bym się zacięła maszynką. Gdy podczas drugiej kąpieli nadal czułam szczypanie, ale nie było żadnej ranki zaczęłam macać pachę i wymacałam mały guzek/zgrubienie głęboko pod pachą. W internecie wyczytałam że mogą to być powiększone węzły chłonne na skutek infekcji i że samo może nie przejść. Był to maj 2020, od marca tego roku trwała w Polsce pandemia koronawirusa i dostęp do lekarzy był ograniczony. W mojej przychodni w Warszawie zapisałam się na teleporadę (była wymagana aby spotkać się z lekarzem – bo pandemia). Opowiedziałam lekarce o guzku, ona stwierdziła że dziwnie to brzmi i zaprosiła mnie na wizytę w gabinecie – był 29 maja (pamiętam bo to urodziny mojej mamy). Lekarka wymacała moją pachę a potem piersi po czym powiedziała że fakt czuje coś pod pachą i wymacała też guzek w lewej piersi. Wtedy doznałam szoku, sama próbowałam go znaleźć, dopiero jak Pani lekarz nakierowała mnie na to miejsce to go poczułam i wtedy do mnie dotarło – to zapewne rak. Pani lekarz oczywiście nie potwierdziła tego, powiedziała że może to być tylko jakaś cysta, ale trzeba szybko zrobić usg. Dostałam skierowanie, pani doktor zadzwoniła do pobliskiej prywatnej przychodni i umówiła mnie na wizytę „za godzinę”. Pojechałam na usg – lekarz stwierdził duży guz pod pachą i 2 mniejsze w lewej piersi – nie chciał gdybać co to może być, czy to rak… W opisie USG guzki określono w skali BI-RADS na 4C/5. Poniżej wklejam co oznaczają poszczególne stopnie w tej skali:BI-RADS 0: określa badanie, w którym np. ze względu na budowę piersi, potrzeba wykonania dodatkowych badań aby móc postawić pełną diagnozę. Zalecenia mogą dotyczyć porównania z poprzednimi badaniami bądź konieczności wykonania dodatkowych badań mammograficznych, np. mammografii celowanej lub uzupełniającego badania 1: badanie prawidłowe, zaleca się okresową kontrolę, np. USG raz w 2: badanie prawidłowe, wykazujące obecność zmian łagodnych, np. torbieli prostych, drobnych gruczolakowłókniaków, rozproszonych 3: badanie, w którym wykryto zmianę prawdopodobnie łagodną, ryzyko złośliwości wynosi do 2%, zaleca się kontrolę obrazową za 6 miesięcy, może dotyczyć zmian takich jak: skupiska mikrozwapnień, torbiele złożone, gruczolakowłókniaki, asymetryczne zagęszczenia. U kobiet z podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka piersi zalecane jest wykonanie biopsji gruboigłowej i pobranie materiału do badania 4: badanie, w którym stwierdza się obecność zmiany wymagającej wykonania biopsji w celu określenia charakteru opisywanej zmiany. Z uwagi na szeroki wachlarz ryzyka złośliwości w tej grupie, autorzy wyodrębnili trzy podkategorię, BI-RADS 4a, 4b i 4c, szacunkowe ryzyko obecności zmiany złośliwej rozkłada się w kolejności: 2-10%, 10-50% i 50-95%. W każdym przypadku zaleceniem będzie wykonanie weryfikacja histo-patologiczna zmiany w biopsji gruboigłowej lub 5: badanie, w którym stwierdzono obecność zmiany wysoce podejrzanej o proces nowotworowy, ryzyko złośliwości większe niż 95%, wskazane wykonanie biopsji gruboigłowej w trybie pilnym. Wynik ujemny badania histopatologicznego nie wyklucza złośliwego charakteru zmiany i nie zwalnia z wykonania dodatkowej diagnostyki i/lub biopsji 6: rozpoznany i potwierdzony w badaniu histo-patologicznym rak piersi. Oczywiście wtedy nie wiedziałam co oznacza skala BIRADS i nie zwróciłam na ten dopisek uwagi. Z wynikiem usg od razu wróciłam do Pani internistki, która dała mi skierowanie do poradni onkologicznej – powiedziała że gdy mnie nie było już umówiła mnie do 2 lekarzy pracujących w szpitalu onkologicznym Magodent w Warszawie na św. Wincentego. Jednego z tych lekarzy zna i wie że jest bardzo dobrym chirurgiem, a drugi lekarz ma wcześniejszy termin ale nie jest jej znany. Pani internistka spadła mi z nieba – nie wiem gdzie bym trafiła gdyby nie ona – może do Instytutu Onkologii na Ursynowie – który znałam bo umarła tam moja ciocia na raka piersi. Nie mówię że Instytut jest zły, nie jest, ale obsługuje dużo, dużo więcej pacjentów, nie tylko z Warszawy. Magodent należy do grupy LuxMed ale leczenie jest darmowe, na NFZ. Chyba nadal mało ludzi o tym wie, stąd nie jest tam aż tak tłoczno jak w Narodowym Instytucie Onkologii Marie Curie Skłodowskiej. W Magodencie lekarze i pielęgniarki kojarzą swoich pacjentów z widzenia i z imienia, w Instytucie nie ma na to szans. Magodent ma w Warszawie 3 placówki – na (Brudno – głównie chirurgia), na Szamockiej (Marymont) i na Fieldorfa (Gocław). Byłam we wszystkich placówkach – 2 są w nowych budynkach a na Fieldorfa w starym budynku – co wcale nie znaczy że są tam gorsze warunki – nie są. Pierwszą wizytę w Magodencie miałam tuż po weekendzie 1 czerwca 2020. Na wizycie u chirurga dowiedziałam się tylko że „nie wygląda to najlepiej” i dopiero po biopsji będzie wiadomo czym jest guzek. Zatem nic się nie dowiedziałam bo nie wiadomo co to. Dostałam skierowanie na mammografię oraz biopsję cienkoigłową pachy i gruboigłową piersi. Zostałam zaproszona do koordynatorki gdzie założono mi tak zwaną kartę DILO – uprawniającą do szybkiej diagnostyki onkologicznej. Kartę dostają wszyscy z wysokim podejrzeniem/chorzy na raka – co ułatwia/przyspiesza badania na samym początku jest oczekiwanie na wynik biopsji – człowiek już chciałby wiedzieć co to i jaki typ, jakie będzie leczenie, już coś robić…to jest najgorszy moment, zarazem jest to też czas na przełknięcie złej wieści i oswojenie się z możliwą, najgorszą opcją – czyli że to jednak rak. Jeśli okaże się że nie – super, czarne myśli prysną, ale jeśli okaże się że tak, to będziemy już na to trochę przygotowane. To jest dobry czas na zaznajomienie się z tematem – zapisanie do wspomnianych przeze mnie grup na facebooku, zaznajomienie się z możliwym leczeniem poszczególnych podtypów raka – tak aby być już nieco w temacie odbierając wyniki biopsji u lekarza i od razu zadać konkretne pytania. Czy warto wykonać biopsję prywatnie – bo wyniki mogą być szybciej? Moim zdaniem nie warto, niestety. Po pierwsze dlatego że próbki będą musiały być przeniesione do szpitala w którym się będziemy leczyć, a i to może nie wystarczyć bo szpital będzie wolał mieć badania robione przez swoich pracowników (za inne nie weźmie odpowiedzialności), poza tym może się okazać że wyniki takiej biopsji będą niepełne – np. bez określenia receptorów! a są one tu najważniejsze! Warto w tym czasie też zadbać o zęby – sprawdzić ich stan – jeśli trzeba to polega na ściśnięciu/zassaniu piersi przez aparat w celu zrobienia zdjęć. Samo ściskanie/zasysanie jest nieprzyjemne i bolesne ale trwa tylko kilka sekund. Po badaniu dostaje się opis w którym podane są wymiary guzków ( u mnie to było 21x25mm) oraz określenie skali BIRADS – u mnie to było to pobranie wycinka/próbki guzka w celu zbadania w laboratorium. Gruboigłowa jest bardziej inwazyjna – igła jest grubsza ale dzięki temu pobiera się więcej materiału do badań i jest mniejsza szansa że igła nie trafi w guzek. Czym różnią się oba badania z perspektywy pacjenta? Dla mnie nie było większej różnicy – gruboigłowa była trochę mniej komfortowa – trochę czuć było moment poboru próbki – strzyknięcie aparatu. Obie biopsje wykonywane są w gabinecie usg – lekarz musi widzieć co pobiera przy pomocy głowicy usg. Po biopsji dostaje się opis badania/poboru na którym jest informacja o ilości i wielkości guzków oraz ocena w skali BIRADS. Wymiary mojego guzka w piersi: 22x15x12 mm plus mniejszy guzek satelitarny. w sąsiedztwie liczne obszary o zaburzonej strukturze do 7mm – nie wykluczone że są to zmiany satelitarne. Dzięki tym rozproszonym zmianom satelitarnym później zalecana była u mnie mastektomia (co wolałam bo bałam się że coś zostanie) a nie operacja oszczędzająca. Mastektomia to wycięcie całości piersi/gruczołu a operacja oszczędzająca (coraz częściej polecana przez lekarzy) to wycięcie tylko guza z pewnym marginesem, co skutkuje brakiem widocznych zmian w piersi lub najczęściej – zmniejszeniem piersi. W skali BIRADS określono zmiany na 5. To był moment w którym po badaniu wyczytałam w internecie co oznaczają poszczególne stopnie skali BIRADS. Pod pachą stwierdzono powiększenie węzła chłonnego – wymiary 48x23mm, „prawdopodobne meta” – co oznacza że prawdopodobnie jest to „przerzut”. To co opisałam to tylko opis badania. Pobrane próbki zostały wysłane do laboratorium. Na wyniki biopsji czeka się zwykle ok. 2 tygodnie, ja czekałam dłużej, bo wynik był powtarzany – wynik nie pasował lekarzom do mojego młodego wieku – najpierw stwierdzono bowiem łagodną, wolno rozwijającą się postać raka złośliwego – „podtyp biologiczny – Luminarny A”.Badanie USG (np. podczas biopsji) wykonane na początku – w szpitalu onkologicznym ma spore znaczenie przy późniejszych decyzjach o rodzaju rekonstrukcji piersi! W opisie usg powinna być podana lokalizacja guzków – na której godzinie ( z której strony piersi) oraz odległość od brodawki (żeby potem wiedzieć czy można zachować brodawkę czy trzeba ją wyciąć)! Jeśli lekarz widzi w innym miejscu drobne zmiany których nie jest pewny – powinien o tym napisać! To może być ważne na dalszym etapie (rodzaj operacji). Po chemioterapii guz się powinien zmniejszyć lub zniknie, tak jak i małe zmiany – więc ważny jest dokładny opis z tego badania. Wyniki biopsji:Biopsja określa:Zmiana łagodna czy złośliwa ( rak)Klasyfikacja zmian wg. WHO (łagodne zmiany rozrostowe; wewnątrzprzewodowe zmiany rozrostowe; zmiany prekursorowe; zmiany brodawkowe; naciekający rak piersi).Stopień dojrzałości histologicznej (stopień złośliwości G1-bardziej łagodny, G2,G3-bardziej złośliwy)Markery czynników predykcyjnych i prognostycznych ( receptory ER,PGR, HER2, ki-67, EGFR).Moja biopsja określiła nowotwór jako: rak inwazyjny gruczołu piersiowego, typ NST (No Special Type), kod 8500/3 co oznacza raka naciekającego. Stopień złośliwości G2. Receptor estrogenowy 100%, receptor progesteronowy 50%, HER2: 1+ (wynik ujemny), Ki67 Podtyp biologiczny: Luminarny dla określenia rodzaju leczenia są receptory – dzięki którym można określić podtyp raka piersi. W uproszczeniu można powiedzieć że są 3 główne podtypy: hormonozależny, HER2 dodatni i trójujemny. Naprawdę podział jest bardziej skomplikowany: wyróżnia się osobno podtyp Luminarny A, Luminarny B, HER2 dodatni dzieli się na taki z ujemnymi receptorami hormonalnymi i z dodatnimi. Co te wszystkie nazwy znaczą, już estrogenowy (ER) – im wyższa % wartość tym rak jest bardziej hormonowrażliwy – na estrogen. Im więcej tym progesteronowy (PgR) – im wyższa % wartość tym rak jest bardziej hormonowrażliwy – na progesteron. Im więcej tym HER2 – mogą być 4 wyniki: 0 lub 1+ oznacza wynik ujemny (czyli nie ma nadekspresji HER2); 3+ to wynik dodatni; 2+ to wynik niejednoznaczny – należy wykonać dodatkowe badanie inną metodą – FISH. Najlepiej jeśli wynik jest ujemny. Jeśli jest dodatni konieczna będzie dodatkowa terapia przeciwko proliferacji – Ki67 – to marker który mówi nam jak szybko komórki się dzielą – jeśli jest niski (5-10%) to widać że nowotwór raczej wolno rósł, jeśli jest wysoki mamy do czynienia z bardziej agresywnym nowotworem. Z wyższym Ki odpowiedź na chemioterapię może być moim przypadku uzyskany wynik był lekko zmieniany – najpierw dostałam wynik z opisem Ki<14% „Luminarny A” potem zmieniono to na Ki „Luminarny B”. Ponieważ w biopsji cienkoigłowej pachy nie stwierdzono komórek rakowych – igła nie trafiła w guzek – zlecono powtórną biopsję pachy – tym razem gruboigłową. Biopsja gruboigłowa potwierdziła że pod pachą jest przerzut – nowotwór ma takie same parametry jak ten w wynikami biopsji udaj się do kilku lekarzy w różnych szpitalach onkologicznych. Ważne jest aby zapisać się na wizyty odpowiednio wcześnie – jeszcze przed otrzymaniem wyników biopsji, bo potem może być zbyt długi czas oczekiwania. Porozmawiaj z lekarzami, zadawaj pytania, zobacz co proponuje każdy szpital. Ja, zanim stwierdziłam że zostaję na chemię w Magodencie, byłam jeszcze na wizytach w Narodowym Instytucie Onkologii (Warszawa Ursynów) i w Europejskim Centrum Zdrowia (ECZ w Otwocku). Ostatecznie wybrałam Magodent ponieważ był najbliżej mojego miejsca segregator na dokumentację związaną z chorobą – będzie dużo papierów do zbierania. Segregator noś zawsze ze sobą na wizyty – nigdy nie wiadomo co się akurat przyda. Gdy znasz już diagnozę warto wykonać badania genetyczne zarówno na NFZ (ale jest wąski zakres) oraz prywatnie na (Warsaw Genomics). Badania genetyczne można zrobić za darmo na NFZ jeśli jesteśmy w grupie ryzyka (3 osoby z rakiem piersi w rodzinie, lub jeśli matka ma/miała-dowiedz się o dokładne kryteria)-ja nie robiłam ponieważ badają tylko BRCA1, BRCA2 i chyba PALB2-czyli raptem 3 geny ,poza tym widziałam kilka opinii o tym że na NFZ nie „wyszła” mutacja a prywatnie już tak. Badania genetyczne można zrobić prywatnie-najszerszy zakres i najniższą cenę miało Są 2 rodzaje pakietów-tańszy-tylko badanie genów (70 różnych genów za ok. 600zł), oraz droższy z badaniem reakcji na leki (ibuprofen, tramadol, kodeina, znieczulenie ogólne, związki platyny, tamoksyfen, ok. 900zł). Droższy pakiet ma sens jeśli obawiasz się reakcji na znieczulenie ogólne oraz jeśli będziesz leczona związkami platyny lub tamoksyfenem (hormonozależny rak). Ja kupiłam pakiet rozszerzony, głównie dla stwierdzenia reakcji na tamoksyfen. Nie znaleziono u mnie mutacji w części dotyczącej leków też nic nie stwierdzono-wszystko w co robić badania genetyczne?W przypadku stwierdzonej mutacji któregoś z genów konieczne lub zalecane są dodatkowe środki ostrożności np. mastektomia drugiej – zdrowej piersi (wtedy też za darmo na NFZ), usunięcie jajników, częstsze badania profilaktyczne itp. Mam wynik biopsji – i co dalej?Z wynikiem biopsji udajemy się do lekarza onkologa w wybranym przez nas szpitalu. Ja ponownie poszłam do chirurga onkologa na (Magodent Warszawa). Dostałam skierowanie na założenie znacznika, tomografię komputerową -TK głowy, klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy, echo serca, badanie scyntygraficzne kości, chyba nieco później dostałam skierowanie na założenie portu naczyniowego (warto poprosić o nie już na tym etapie – jeśli jest pewne że będzie chemioterapia – Nie doustna lecz wlewami).Założenie znacznika (jeśli rozważana jest operacja oszczędzająca na wizycie w gabinecie usg wszczepia się znacznik w miejscu gdzie znajduje się guz. Podczas chemioterapii guz zmaleje albo zniknie – lekarze muszą więc wiedzieć gdzie on był – jeśli nie usuwają całej piersi a jedynie jej część. Tomografia komputerowa głowy, klatki, miednicy – ma na celu znalezienie ewentualnych przerzutów do dalszych organów. Przed badaniem wykonywane jest badanie krwi, zakładany jest wenflon, następnie czekamy na wynik badania krwi 1-2h. Tomografia wykonywana jest z kontrastem – który wstrzykiwany jest podczas badania – nie miłe uczucie ale trwa kilka sekund. Należy zabrać ze sobą wodę – dużo pić po badaniu aby wypłukać serca – wykonywane przed chemioterapią – aby zobaczyć w jakim stanie jest kości – na to badanie czekałam najdłużej. Wykonałam je w Nukleomedzie (tam oddelegował mnie Magodent) na Żegańskiej w Warszawie. Badanie ma na celu sprawdzenie czy nie ma przerzutów do kości. Ok. 3-4 godziny przed badaniem podawany jest kontrast (technet), następnie wykonywane jest badanie które trwa kilka minut. Na wyniki czeka się z godzinę. Wszystko razem wychodzi z pół dnia-głównie to czekanie. Przed badaniem (i po) należy wypić dużo wody. Kontrast jest lekko promieniotwórczy w związku z tym przez dobę do 2 dni nie należy przytulać się do dzieci, sadzać na kolanach itp. Ja oddałam dzieci do dziadków na 1 portu naczyniowego – o tym dowiedziałam się zupełnie przypadkiem – a nie powinno tak być:/ Podczas biopsji pojawił się temat igieł, opowiedziałam lekarce (wykonującej usg) że mam problemy z poborem krwi, raz nawet z palca mi pobierali. Wtedy dowiedziałam się że w takim razie muszę koniecznie dostać skierowanie na założenie „portu”. Sprawdziłam w domu co to jest i o skierowanie poprosiłam. Port miałam zakładany po 1 wlewie czerwonej chemii – zdecydowanie to nie był dobry czas – najlepiej załatwić to przed chemioterapią – więc pytaj o to już od początku! Chemię podaje się najczęściej poprzez wlewy czyli kroplówki. Najczęściej chemia jest najpierw co 2-3 tygodnie a potem co tydzień – razem np. 16 wlewów. Na skutek chemii i ciągłego kłucia rąk aby założyć niezbędny wenflon mogą pojawić się problemy „ze znalezieniem żyły”, z obrzękami. Aby tego uniknąć zakłada się port naczyniowy. Port naczyniowy – co to i jak jest zakładany?Port naczyniowy zakłada się aby uniknąć ciągłego kłucia rąk w celu założenia wenflonu, jest to lepsze dla żył na rękach, ale ma też zapewne minusy, których wolałam nie zgłębiać. Port to takie wkłucie na stałe do żyły szyi. Przed operacją założenia portu wykonuje się badania krwi i czeka na wyniki. Gdy już są przebieramy się w strój do operacji i idziemy do sali zabiegowej. Pod miejscowym znieczuleniem wykonywane są 2 nacięcia skóry – jedno na szyi – gdzie jest wkłucie do żyły, a drugie niżej, nad piersią a pod obojczykiem gdzie ulokowany jest port-czyli krążek który jest widoczny pod skórą-w tym miejscu-w port- będą wbijane igły podczas poboru krwi, czy też podczas podawania chemii. Ten krążek jest połączony z wkłuciem na szyi – ale tego nie widać. Jedynie przy szyi lekko czuć przewód. Wszysto jest pod skórą, prawie nie widoczne. Port zwykle zakłada się po przeciwnej stronie niż chora pierś. Przy wkłuciach przez port prawie brak krwawienia, jest to mniej bolesne niż zakładanie wenflonu, ręce są wolne, można wygodnie siedzieć podczas wlewu. Tuż po założeniu portu miałam dziwne uczucie – jak bym miała w tym miejscu spuchniętą gulę-gdy ruszałam szyją to ją czułam – więc przez pierwszą dobę starałam się nie poruszać szyją. Na szczęście to dziwne uczucie mija po kilku dniach. Miejsce gdzie był włożony port jest zszyte oraz dodatkowo sklejone cienkim plastrem trzymającym rankę ściśniętą. Po kilku dniach plaster sam odpada (nie zdejmujemy go) a po 10 dniach, gdy rana jest zagojona idzie się do lekarza na zdjęcie szwów. Po pewnym czasie blizna zaczęła mnie pobolewać i swędzieć- zrobił się bliznowiec (fakt że miałam zakładany port po 1 wlewie chemii mógł mieć znaczenie). Teraz wiem że póki mamy szwy ranę czyści się np. octaniseptem – tylko spryskujemy ranę. Gdy się wygoi dobrze jest zastosować silikonowe plastry na blizny (lub silikon w tubce-ale plastry są wygodniejsze). Najpierw używałam żelu Contractubex opartego na naturalnych wyciągach np. z cebuli. Nie zauważyłam by redukował widoczność blizny – ale przestała mnie ona boleć i swędzieć – pojawiła się za to śmieszna żyłka (patrz zdjęcia). Potem zaś używałam plastrów silikonowych – blizna może trochę zbladła. Poniżej blizny widać 2 lekko wystające punkty – tam jest port naczyniowy (na zdjęciach słabo go widać, „na żywo” jest wyraźniej widoczny). ChemioterapiaNa podstawie wyników biopsji – receptorów, wybierane jest leczenie. Ustalony schemat dla raka hormonozależnego z obecnym przerzutem to najczęściej 4 czerwone i 12 białych chemii. Te kolory to po prostu kolor kroplówki – czerwona chemia jest naprawdę czerwona, a biała – bezbarwna. Chemia czerwona podawana jest co 3 tygodnie (czasem podaje się co 2 tygodnie-młodszym osobom-moja lekarka nie widziała jednak ku temu przesłanek), a chemia biała co tydzień. Całość, podanie wszystkich wlewów to pół dostałam 4 wlewy co 3 tygodnie: doksorubicyna (DOX) 120mg + cyklofosfamid 1200mg oraz co tydzień wlewy: paklitaksel 160mg (potem zredukowany do 128mg). Pierwszą chemię dostałam miesiąc od „wymacania” guzka, czyli (kroplówki) podawana jest w szpitalu, może być jednak w trybie „dziennym”, tak zwana „chemia dzienna” – czyli przychodzisz do szpitala, dostajesz kroplówkę, a potem wychodzisz do domu; albo „na leżąco”, na oddziale, wtedy zostaje się w szpitalu na noc. Kroplówka może być wolniej podawana, pacjent jest pod obserwacją – może być to wygodne dla starszych osób, dla tych co mogą gorzej znieść chemię, mają inne choroby, lub mają „uczulenie” na składniki chemii. Ja dostawałam chemię w trybie wygląda podawanie chemii?Ze skierowaniem na chemioterapię idziesz rano, na czczo, do szpitala, zwykle na dowolną godzinę. Ja przychodziłam między a do Magodentu na Fieldorfa. Najpierw należy zgłosić się do recepcji – zwykle do przychodni jest osobna recepcja a do szpitala osobna. Do recepcji szpitalnej oczywiście jest kolejka – czasem zanim weszłam do pokoiku recepcji mijało 10 minut, a najczęściej godzina, lub nawet 1,5 do 2h. Zależy od tego ile osób danego dnia przyjdzie i na którą. W recepcji zostawiamy skierowanie oraz w moim przypadku 2 ankiety o stanie zdrowia, zgodzie na chemię itp. Te ankiety trzeba było wypełniać przed każdą chemią – za pierwszym razem Pani recepcjonistka dała mi kartki na zaś i poleciła skserować w domu, aby mieć na kolejne wizyty. Przed każdą chemią wypełniałam te ankiety i miałam już wszystko gotowe. Pacjenci którzy byli pierwszy raz jednak nic nie mieli – wchodzili więc do pokoju recepcji 2 razy-za pierwszym razem dostawali kartki do wypełnienia, wychodzili (aby nie zajmować czasu i wydłużać kolejki) i wypełniali, jak już to zrobili mogli wejść z powrotem już bez kolejki. Mimo tego i tak zarejestrowanie każdego pacjenta trochę trwało, stąd kolejka. Gdy już się zarejestrujemy idzie się do pokoju zabiegowego na pobranie krwi (trzeba mieć skierowanie). Jak jest mniej osób i pielęgniarki nie miały przestojów to wchodzi się od razu, ale często tu też trzeba poczekać, na szczęście już trochę mniej, do pół godziny chyba. Pielęgniarki nas ważą, mierzą ciśnienie i jeśli nie mamy portu to zakładają wenflon, a jeśli mamy port to wbijają w niego igłę która przechodzi w krótki wężyk – przez ten wężyk pobierana jest krew-po pobraniu wężyk jest zamykany, ale nadal wisi (do niego podłączane będą kroplówki). To naprawdę dużo wygodniejsze niż bolesne pobrana – teraz można zjeść śniadanie. Na wyniki z laboratorium czeka się ok. 2-3 godziny. Można w tym czasie jeść, czytać, rozmawiać z innymi pacjentami. Pacjenci którzy idą na oddział (zostają na noc) są wywoływani kolejno przez pielęgniarki i zabierani na górę, na oddział szpitalny. Pacjenci z chemii dziennej mogą czekać razem z nimi, albo wejść już do sali gdzie podawana będzie chemia i tam czekać. Gdy wyniki są w systemie pojawia się lekarz – rozmawia z pacjentem i wydaje zgodę na podanie chemii – jeśli wyniki badania krwi są w normie/albo nie odbiegają aż tak dużo od normy. Jeśli wyniki są złe chemia jest przekładana np. na następny tydzień – czasem się to zdarza, ale nie ma co się tym przejmować. Lekarz wydał zgodę na chemię – od tego momentu chemia jest przygotowywana – jej rozpuszczanie może trwać nawet godzinę, więc nadal czekamy. Godzinę przed podaniem czerwonej chemii należy połknąć tabletkę przeciwwymiotną np. Ement (lekarz powinien wcześniej wypisać na nią receptę, aby można było wcześniej zakupić-chyba że szpital sam je podaje pacjentom-trzeba się upewnić). Ement składa się z 3 tabletek. Pierwsza o największej dawce substancji czynnej jest na dzień w którym dostaje się chemię, następne 2 są na 2 kolejne dni. Gdy chemia jest gotowa pielęgniarka zaprasza nas do sali. Siada się na miękkich fotelach – trochę jak te dentystyczne. Obok krzesełko na rzeczy i stojak na powieszenie kroplówek. Pielęgniarka przez wenflon/port podaje za pomocą strzykawki dodatkowe środki np. osłaniające żołądek, dodatkowe przeciwwymiotne, potem podłącza kolejno kroplówki – najpierw „płukanie”, potem chemia i na koniec znowu „płukanie”. Jeśli nasza chemia składa się z 2 kroplówek (jak moja czerwona) to pomiędzy nimi jest jeszcze dodatkowe „płukanie”.Podczas wlewów siedzimy wygodnie, możemy czytać, siedzieć na telefonie, rozmawiać z pacjentem obok, spać, jeść, w każdej chwili można iść do łazienki – pchając obok siebie stojak na kółkach, z powieszoną kroplówką. Jeśli w międzyczasie musimy iść np. na umówione wcześniej badanie obrazowe (w tym samym szpitalu) to jest możliwość odłączenia na chwilę pacjenta od kroplówki i podłączenia z powrotem gdy uboczne chemioterapii:Skutki uboczne zależą od rodzaju chemii oraz dawki, a także samego pacjenta – na każdego działa czerwona – Doksorubicyna + Cyklofosfamid: wymioty, ból głowy, osłabienie, zmęczenie, wypadanie biała – paklitaksel: lekkie pobolewania w kościach, mięśniach – takie jak przy przeziębieniu, nadwrażliwość zębów, paznokci, po kilku dawkach może wystąpić podrażnienie nerwów na końcówkach palców rąk i nóg co objawia się mrowieniem/drętwieniem końcówek palców, potem też przebarwieniami na paznokciach. Lekarz przepisuje wtedy np. Neurovit (witaminy B1, B6 i B12 w bardzo dużych dawkach – na receptę), wypadanie ja się czułam:Ok. 3h po wlewie czerwonej chemii zaczynałam źle się czuć, ból głowy, zawroty i przede wszystkim nudności. Miałam odruchy wymiotne ale takie nie do końca, czułam że są hamowane przez Ement który wzięłam. Chodzenie wszędzie z miską – dla mnie było obowiązkowe. Mimo tego że tak naprawdę to chyba z raz tylko zwymiotowałam – po pierwszej czerwonej. Po pierwszym wlewie nie było tak źle – wieczorem miałam mdłości, ale następnego dnia już nie. Tego dnia byłam u lekarza i kupowałam perukę – czułam się źle ale mogłam się przemieszczać – byłam oczywiście na czczo. Przy kolejnych wlewach było gorzej, przy ostatnim o dziwo znowu lepiej co może być związane z tym że miałam dużo wolniej podawaną kroplówkę z chemią! Pacjenci często mówią że im wolniej „kapie” tym lepiej się potem czują – zwróć na to uwagę i w razie potrzeby poproś o przykręcenie tempa podawania leku. Mdłości trwały 3 dni (łącznie z dniem chemii) – niewiele wtedy jadłam i piłam, cały czas leżałam. Przez cały dzień wciskałam w siebie po kawałeczku suchą bułkę albo jednego banana. Czwartego dnia zaczynałam normalnie jeść, ale nadal źle się czułam, głównie leżałam. Dochodziłam do siebie kolejne 3 dni – kiedy to coraz więcej jadłam i coraz więcej wstawałam z łóżka. Złe samopoczucie i silne osłabienie trwa razem z tydzień – lepiej nic nie planować w tym czasie. Kolejne 2 tygodnie człowiek czuje się już w miarę normalnie. Dokładnie tydzień po pierwszym wlewie zaczęły mi garściami wychodzić włosy. Zgoliłam je wtedy i zaczęłam nosić chusty na głowę – więcej o chustach, jaka firma i jakie rodzaje chust nosiłam napisałam tutaj. Turbany i Chusty możesz kupić TUTAJ. Lekarz onkolog nawet jeszcze przed podaniem chemii powinien wypisać druk upoważniający do kupna peruki na NFZ (refundowane jest 250zł). Za 250zł można już kupić perukę – najczęściej będzie to krótka fryzura, raczej max. do ramion – jak moja (patrz wpis o chustach). Można oczywiście dopłacić różnicę do droższej peruki. Mimo tego że miałam perukę to wolałam nosić chusty – były wygodniejsze i koniec końców wyglądałam w nich lepiej niż w peruce (nawet mój mąż to przyznał). Po białej chemii: biała chemia podawana była ze sterydami. Mogły być one podane szybko – wciśnięte strzykawką, albo powoli w formie małej kroplówki. Szybko podane powodowały u mnie w połowie wlewu senność której nie mogłam się oprzeć – oczy same mi się zamykały, nie mogłam czytać, po powrocie do domu nie miałam na nic siły i byłam bardzo senna. Jeśli sterydy były wolniej podawane – w formie wlewu nie czułam senności, mogłam cały czas czytać, a po powrocie do domu byłam senna i ociężała ale nie na tyle bym musiała się zdrzemnąć. Poza tym w dniu chemii białej efektów brak. Skutki wlewu zaczynałam odczuwać po 3-4 dniach od wlewu – w postaci pobolewania różnych miejsc i trochę gorszego samopoczucia – tak jakby jakaś choroba „mnie brała” – to są właśnie te bóle kości/mięśni. Po kilku chemiach moja lekarka cały czas pytała czy mam już mrowienie kończyn. Przed 8 wlewem białej chemii wystąpiło u mnie delikatne mrowienie – dostałam Neurovit (czyli dużą dawkę B6 i B12) a dawka Paklitakselu została zredukowana ze 160mg na 128mg (80% dawki). Po kolejnych wlewach mrowienie/drętwienie palców już mi przeszkadzało, było coraz mocniejsze i dochodziła do tego nadwrażliwość paznokci na dotyk. Pod paznokciami zaczęły pojawiać się ciemne plamy – najciemniejsze pod tymi palcami które najbardziej mi drętwiały. Po jakimś czasie (już po ostatniej chemii) ciemne plamy przeszły w białe – paznokieć się podniósł/oddzielił od skóry w tych miejscach – nic to nie bolało, po prosu musiałam uważać aby nie podważyć paznokcia bo łatwo by pękł. Jeśli zauważysz u siebie coś takiego to po prostu skróć maksymalnie paznokcie. Nie zwróciłam uwagi kiedy (bo się nie maluję) ale biała chemia spowodowała u mnie dalsze wypadanie włosów – prawie całe brwi i rzęsy i włosy na reszcie ciała. Operacja powinna być 2-4 tygodnie po zakończeniu chemioterapii. Przez Święta i ferie moja miała być 6 tygodni po chemii. W związku z tym moja Pani doktor przedłużyła mi moją chemię o 2 kolejne wlewy (nadal zredukowane do 80%). Miałam zatem 14 wlewów białej chemii. Ostatni wlew dostałam chemioterapia podziałała na mój nowotwór?Po 4 wlewach czerwonej chemii miałam zrobione usg. Dowiedziałam się wtedy że guzy w piersi całkowicie zniknęły – widać tylko znacznik (gdzie były). Węzeł chłonny pod pachą miał wymiary 50x25mm, zmniejszył się do 20x7mm czyli ponad połowę!Kolejne usg miałam zrobione pod koniec białej chemii – węzeł chłonny pod pachą zmniejszył się do 16x6cm. Jak widać najbardziej spektakularne efekty dała u mnie mocniejsza czerwona chemia. Po operacji okazało się jednak że nadal widoczny na usg obszar to już nie był guz (a zwłóknienia po nim) – w badaniach histopatologicznych wyciętych tkanek nie znaleziono nowotworu. Chemia tak dobrze podziałała że wszystko zniknęło – pod pachą też! Obraz usg był mylący. W połowie białej chemii zapisz się na konsultacje do chirurga onkologa. Możesz zrobić to w kilku szpitalach – operować możesz się gdzie chcesz. Poczytaj najpierw który z lekarzy robi rekonstrukcje piersi (jeśli jesteś nią zainteresowana) – nie każdy chirurg zajmuje się tym! Na facebookowych grupach które poleciłam Ci na początku wpisu można znaleźć listy/podsumowania który lekarz w jakim mieście w Polsce robi mastektomię z rekonstrukcją (jednoczesnym wstawieniem implantu lub ekspandera). W magodencie rekonstrukcję piersi – czyli wstawienie ekspandra robi tylko 2 lekarzy. Na wizycie dowiesz się co jest niezbędne do i po operacji. Dowiedz się czy jest możliwość kupienia biustonosza pooperacyjnego w szpitalu (czasem jest).Po operacji nosi się specjalny, miękki (bez fiszbin) biustonosz, z zapięciem na haftki z przodu (bo po operacji ciężko sięgać do tyłu) który ma lekko uciskać piersi. Potrzebny jest też pas, który nosi się nad biustem, na linii obojczyków – potrzebny jest aby ekspander nie podchodził za bardzo do góry. Ja mój biustonosz (chwalonej przez pacjentki firmy Thuasne – Silima) i pas kupiłam w sklepie stacjonarnym na Targowej 12 w Warszawie – obok Stadionu Narodowego. Są tam też sprzedawane peruki i chusty na operacją dostałam skierowania na RTG klatki piersiowej, badanie krwi, EKG. Z wynikami udałam się do anestezjologa – tydzień przed operacją. Operację miałam zaplanowaną na 20 stycznia dalej…Część 2 – Operacja. Rehabilitacja chorych po usunięciu krtani (laryngektomii) obejmuje: wytworzenie głosu i mowy zastępczej oraz rehabilitację społeczną, rozpatrywaną na płaszczyźnie rodzinnej, zawodowej i środowiskowej. Usunięcie krtani sprawia, że droga oddechowa ulega skróceniu. Powietrze przepływa bezpośrednio z tracheostomy do tchawicy i płuc. Nie jest ono oczyszczone, ogrzewane ani nawilżane w jamie nosowej. Jest kilka razy chłodniejsze, suche i zanieczyszczone. Dlatego konieczne jest osłanianie tracheostomy specjalnym filtrem lub zwykłą (uszytą z kilku warstw gazy) osłonką. Ważne jest utrzymanie odpowiedniej wilgotności powietrza (ok. 60%), przede wszystkim w pomieszczeniach mieszkalnych. Istnieje też pewne niebezpieczeństwo przy spożywaniu gorących napojów i posiłków. Nie ma już możliwości dmuchania oraz wciągania powietrza równocześnie z piciem i jedzeniem, co może spowodować oparzenie jamy ustnej lub przełyku. Pacjent musi więc zawsze sprawdzić temperaturę potraw. Najbardziej przykrą konsekwencją operacji usunięcia krtani jest niemożność porozumiewania się dźwięcznym głosem. W wymiarze psychologicznym chory jest zawieszony między zagrożeniem życia a wyleczeniem i często zadaje sobie wiele pytań o charakterze egzystencjalnym. Przede wszystkim nurtuje go pytanie, jak będzie się komunikować w życiu prywatnym, zawodowym, towarzyskim i w szerszym uczestnictwie społecznym. Celem rehabilitacji psychologicznej jest zmiana sytuacji niepomyślnej w pomyślną. Bardzo ważne jest opanowanie świadomego, kontrolowanego oddychania przeponowego koniecznego do uczenia się mowy przełykowej. Większość osób z czasem uczy się tzw. mowy zastępczej, lecz w pierwszym okresie pooperacyjnym trudności w komunikowaniu się są często przyczyną zniecierpliwienia i zniechęcenia. Sposobem na pokonanie tych przygnębiających uczuć jest skoncentrowanie się na nauce mowy zastępczej. Ćwiczenia wprowadzające do nauki głosu i mowy zastępczej korzystnie jest zacząć jeszcze przed operacją. Właściwą rehabilitację rozpoczyna się po wygojeniu rany, najlepiej jeszcze podczas pobytu w szpitalu. Pierwsze ćwiczenia powinny być prowadzone przez logopedę, by nie powstały i nie utrwaliły się nieprawidłowe nawyki utrudniające opanowanie mowy zastępczej. Najlepszym sposobem komunikowania się po operacji usunięcia krtani jest wyuczona mowa przełykowa. Najistotniejsze w procesie rehabilitacji głosu jest uzyskanie dźwięcznego odbicia z przełyku. Odbijanie powietrza cofającego się z żołądka lub przełyku fizjologicznie występuje u większości ludzi najczęściej po jedzeniu. Głośne odbicie uważa się powszechnie za odgłos nieestetyczny, jednakże w rehabilitacji jest on niezbędny do formowania głosu i mowy przełykowej. Jakość mowy przełykowej oraz szybkość jej opanowania zależy nie tylko od wytrwałości i systematyczności ćwiczącego. Wyniki dotyczące rehabilitacji mowy zastępczej uzyskiwane u chorych po usunięciu krtani bez/i z wszczepioną protezą głosową typu Provox wskazują na lepszą jakość głosu zastępczego oraz lepsze możliwości komunikowania u pacjentów z wszczepioną protezą głosową. Najlepszym sposobem komunikowania się po operacji usunięcia krtani jest wyuczona mowa zastępcza z wykorzystaniem wszczepionej śródoperacyjnie protezy głosowej. Chorzy, którzy nie opanują mowy przełykowej, mówią pseudoszeptem i mają duże trudności z komunikowaniem się z otoczeniem. Dodatkowe informacje można uzyskać korzystając z poniższych adresów: Bydgoskie Stowarzyszenie Laryngektomowanych Pozostałe adresy: Polskie Towarzystwo Laryngektomowanych Lubuskie stowarzyszenie osób bez krtani „Ruktus” Rehabilitacja głosu i mowy z wykorzystaniem protezy głosowej Wielu z nas myśli, że wygląd człowieka chorującego na raka musi odzwierciedlać to, że w jego organizmie rozwija się śmiertelna choroba. Okazuje się jednak, że pozornie zdrowa osoba, której wygląd nie budzi żadnych zastrzeżeń, może chorować na raka w 4. stadium. Tak było w przypadku 30-letniej Vicky Veness z Cheltenham. 1. Pozorne zdrowie Vicky opublikowała w sieci swoje zdjęcie, na którym widzimy uśmiechniętą, młodą kobietę. Z oczu bije blask, skóra wygląda promiennie, szeroki uśmiech dodaje jej dziewczęcości. Tym bardziej szokuje fakt, że zdjęcie zostało wykonane na kilka godzin przed szokującą diagnozą lekarzy – rak płuc w 4. stadium rozwoju. 30-latka, która nie pali papierosów, zdrowo się odżywia i uprawia sporty, twierdzi, że do pójścia na wizytę lekarską skłoniły ją objawy podobne do tych występujących przy astmie. I rzeczywiście, lekarze stwierdzili, że uporczywy kaszel to jeden z objawów astmy. 18 miesięcy zajęło im dojście do wniosku, że to nie astma, a rak płuc jest winny dolegliwościom kobiety. Zobacz film: "Zamieniła buty i torebki na chusty. Ale humoru Darii rak nie odbierze" Lekarze zlekceważyli jej stan zdrowia, bo wyglądała na zdrową ( Vicky postanowiła podzielić się swoją historią z innymi ludźmi, zamieszczając wpis na Facebooku: "Ta fotografia została zrobiona na kilka godzin przed tym, jak został u mnie zdiagnozowany rak płuc w 4. stadium rozwoju. Mam 30 lat, jestem trenerem personalnym, biegam, nie palę i zdrowo się odżywiam" - napisała Vicky. 2. "Nie musisz źle wyglądać na zewnątrz" "Kiedy masz raka, nie musisz źle wyglądać na zewnątrz. Objawy mogą być bardzo subtelne i pojawiać się okazjonalnie. Niestety moje objawy zostały określone jako astma. Morał historii jest taki, że jeśli czujesz się źle z jakiegoś powodu, niezależnie od tego jak głupie i błahe ci się to wydaje, skonsultuj się z lekarzem. Kwestionuj wszystko i wracaj, dopóki nie otrzymasz właściwej odpowiedzi” - pisze 30-letnia kobieta. Przyznaje, że tydzień, w którym dowiedziała się o chorobie, był najbardziej wyczerpującym fizycznie i psychicznie czasem w jej życiu. Vicky jednak nie poddaje się i zapowiada walkę. Kobieta chce też walczyć z popularnym wyobrażeniem wielu ludzi, którzy uważają, że chorzy na raka płuc mogą być tylko wieloletni palacze. "Ponieważ wyglądam zdrowo, rak płuc nie był brany pod uwagę jako źródło moich objawów" - podsumowuje Vicky. Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy Zgodnie ze swoją misją, Redakcja dokłada wszelkich starań, aby dostarczać rzetelne treści medyczne poparte najnowszą wiedzą naukową. Dodatkowe oznaczenie "Sprawdzona treść" wskazuje, że dany artykuł został zweryfikowany przez lekarza lub bezpośrednio przez niego napisany. Taka dwustopniowa weryfikacja: dziennikarz medyczny i lekarz pozwala nam na dostarczanie treści najwyższej jakości oraz zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Nasze zaangażowanie w tym zakresie zostało docenione przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia, które nadało Redakcji honorowy tytuł Wielkiego Edukatora. Sprawdzona treść data publikacji: 09:58, data aktualizacji: 10:04 ten tekst przeczytasz w 4 minuty Według ekspertów Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, spora część pacjentów z chorobą nowotworową, umiera nie w wyniku spustoszenia, jakie powoduje choroba nowotworowa, ale z powodu niedożywienia. BaderElbert / iStock Potrzebujesz porady? Umów e-wizytę 459 lekarzy teraz online Jak powinna wyglądać dieta pacjenta onkologicznego? Ogólne zasady żywienia pacjenta z chorobą nowotworową Pamiętaj - białko to podstawa Dieta chorego na nowotwór – co robić kiedy posiłki nie wystarczają? Materiał powstał we współpracy z Nutramil Complex. Okazuje się, że problem niedożywienia dotyczy nie tylko krajów tzw. Trzeciego Świata, o niskim poziomie rozwoju ekonomicznego. Wielu chorych na nowotwór diagnozowanych jest właśnie pod kątem niedożywienia. Odpowiednio skomponowana dieta dostarcza zdrowemu organizmowi wszystkich potrzebnych składników do funkcjonowania organizmu. Jeżeli jest właściwie zbilansowana dostarcza 100% potrzebnych składników odżywczych, witamin i minerałów. Szczególną zaś rolę, odgrywa u pacjentów zmagających się z chorobą nowotworową, która powoduje zmiany w metabolizmie pokarmów. Nowotwór powodować może również upośledzenie wchłaniania niektórych składników pożywienia – witamin czy minerałów. Dieta pacjenta onkologicznego pełni więc niezwykle istotną rolę: ma pomóc utrzymać beztłuszczową masę mięśniową, dawać siłę pacjentowi do walki z chorobą, jest elementem terapii, pomaga również niwelować działania niepożądane terapii oraz wspiera układ odpornościowy pacjenta. Jak powinna wyglądać dieta pacjenta onkologicznego? U pacjenta z chorobą nowotworową należy zrezygnować z wszystkich restrykcyjnych diet. Posiłki mają być tak skomponowane, aby dostarczyć wystarczającą ilość energii (kcal), węglowodanów, tłuszczy oraz pełnowartościowego białka. Działania niepożądane chemioterapii i radioterapii mogą obejmować problemy związane z przyjmowaniem pokarmów, takie jak: nudności, wymioty, biegunki, jadłowstręt. Pacjenci skarżą się również często na biegunki lub zaparcia. Często, nawet po niewielkiej ilości posiłku chory czuje sytość, czy nawet przepełnienie. Może to prowadzić do chudnięcia pacjenta. Dlatego jadłospis chorego powinien być tak skonstruowany, aby nawet w niewielkiej ilości posiłku zawrzeć maksimum wartości odżywczych. Bardzo ważne jest aby pamiętać o przyjmowaniu odpowiedniej ilości płynów w ciągu dnia (min. 2 litry dziennie). Ogólne zasady żywienia pacjenta z chorobą nowotworową Przygotowując posiłki warto zastosować kilka zasad: porcje powinny być małe objętościowo, posiłki powinny być spożywane często - 5-7 razy dziennie (co 2-3 godziny), każdy posiłek powinien być odpowiednio zbilansowany, tzn. zawierać odpowiednie proporcje w ilości białka, tłuszczy, cukrów, minerałów i witamin, posiłek powinien być pełnowartościowy, ale również smaczny, koniecznie należy uwzględniać preferencje smakowe osoby chorej na nowotwór, unikaj monotonii w diecie - pamiętaj aby urozmaicać jadłospis (przykładowo: źródłem białka jest chude mięso, tofu, jajka, a także ryby), unikaj potraw o bardzo intensywnym zapachu, który mógłby zniechęcić chorego do jedzenia, do posiłku dodaj tłuszcz roślinny, tłuste mleko i jego przetwory, jeżeli pacjent nie toleruje ostrych przypraw - wyklucz je z jadłospisu, miedzy posiłkami, poza wodą, można podawać choremu wysokoenergetyczne napoje, np. soki owocowe lub koktajle na bazie mleka. Warto również sięgnąć po żywność specjalnego przeznaczenia medycznego, np. Nutramil Complex Protein. Są to produkty w formie granulatu i mogą być przygotowane w postaci pysznego koktajlu (występuje w 3 smakach: neutralnym, waniliowym i truskawkowym), jeżeli pacjent jest w trakcie radioterapii, soki ze świeżych owoców, ze względu na dużą zawartość kwasów owocowych mogą powodować podrażnienia śluzówki. Możesz spróbować podać, względnie dobrze tolerowane soki z buraków, marchwi czy innych warzyw korzeniowych, jak tylko jest to możliwe przygotowuj ulubione potrawy chorego, wzmacniając preferowane smaki. Jeżeli chory ma podrażnienia w obrębie jamy ustnej pamiętaj, aby konsystencja potraw była taka, aby pacjent mógł bez problemu je spożyć. Jeżeli dla chorego na nowotwór problemem jest spożywanie potraw stałych przygotuj je w formie papek. Ale pamiętaj, nie miksuj wszystkiego razem, aby nie stracić ładnego wyglądu potraw. Warto również ograniczyć spożywanie soli i tłuszczów zwierzęcych. Nie wszystkie diety są zdrowe i bezpieczne dla naszego organizmu. Przed rozpoczęciem jakiejkolwiek diety zalecana jest konsultacja z lekarzem, nawet jeśli nie masz żadnych problemów zdrowotnych. Przy wyborze diety nigdy nie kieruj się panującą modą. Pamiętaj, że niektóre diety, ubogie w poszczególne składniki odżywcze czy mocno ograniczające kalorie oraz monodiety mogą być wyniszczające dla organizmu, niosą ryzyko zaburzeń odżywiania, a także mogą powodować wzrost apetytu przyczyniając się do szybkiego powrotu do dawnej wagi. Pamiętaj - białko to podstawa Na każdym etapie terapii choroby nowotworowej należy pamiętać, aby posiłki były bogate w białko. Chory zmagający się z nowotworem potrzebuje go więcej do regeneracji uszkodzonych komórek, lepszego gojenia się ran pooperacyjnych, a także właściwego funkcjonowania układu odpornościowego. Eksperci uważają, że u pacjentów z prawidłową czynnością nerek, nawet 2 g białka na kg masy ciała dziennie jest bezpieczne2. Żródła białka w dieche chorego na nowotwór: chude białe mięso, mięso ryb, jajka, sery i przetwory mleczne, warzywa strączkowe, nasiona, orzechy tofu. Dieta chorego na nowotwór – co robić kiedy posiłki nie wystarczają? Zapotrzebowanie pacjenta onkologicznego na energię może być wyższe nawet o 20%, niż u osoby zdrowej. Organizm walcząc z nowotworem potrzebuje i wykorzystuje więcej energii niż organizm osoby zdrowej. Jeżeli pacjent ma problemy z przyjmowaniem właściwej ilości pokarmu, szybko odczuwa sytość może dojść do niedożywienia, a co za tym idzie może wzrosnąć ryzyko powikłań terapii nowotworowej i wyniszczenia organizmu chorego. Warto rozważyć w takiej sytuacji włączenie żywności specjalnego przeznaczenia medycznego, nazywanej doustnymi suplementami pokarmowym (w skrócie ONS – ang. oral nutritional supplements). Produkty, np. Nutramil Complex, będąc pełnowartościowymi dietami, mogą zastąpić posiłek. Są również doskonałym wysokoenergetycznym uzupełnieniem codziennej diety chorego. ONS możne spożywać w postaci przygotowanego płynu lub dodać do posiłku zwiększając tym samym jego energetyczność. Preparaty wysokobiałkowe (np. Nutramil Complex Protein) dodane do dania wzbogacą je nie tylko pod względem samej energetyczności posiłku, ale zapewnią również wyższą podaż białka, tak potrzebnego pacjentowi do walki z nowotworem. Nutramil Complex Protein w formie granulatu, dostępny jest w trzech smakach: waniliowym, truskawkowym i neutralnym. Można dodać go do potraw – sałatek, zup, jogurtów czy ciast. Nutramil complex Protein można również przyrządzić w postaci smacznego koktajlu i podać choremu jako samodzielny posiłek. Ważne aby wszelkie wątpliwości żywieniowe rozwiewać przy udziale dietetyka lub lekarza. To specjalista pomoże dobrać odpowiednie składniki odżywcze jeżeli z jakichś powodów pacjent ma problemy z przyjmowaniem posiłków. Materiał powstał we współpracy z Nutramil Complex. odżywianie w chorobie nowotór choroba nowotworowa dieta w raku zdrowe odżywianie Skórne objawy chorej trzustki Produkuje hormony i sok trzustkowy — substancje, bez których nie możemy żyć. Niestety, nie ostrzega nas, kiedy ma kłopoty. Dowiedz się, jakie zmiany na skórze... Zuzanna Opolska Twoje ręce tak wyglądają? Możesz być poważnie chory. Nie lekceważ tego Dłonie są wizytówką człowieka. A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że mogą także wiele powiedzieć o twoim stanie zdrowia? Okazuje się, że to właśnie na dłoniach... Joanna Murawska Rośnie liczba zakażeń HIV w Polsce. Chorzy boją się rozmawiać z lekarzami Liczba osób, u których wykryto zakażenie wirusem HIV w Polsce w 2022 r., jest wyższa niż rok wcześniej. I to dwukrotnie. Wielu zakażonych wypiera tę informację.... PAP Przybywa chorych na COVID-19 w Wielkiej Brytanii. Najczęściej zgłaszają trzy objawy Liczba przypadków COVID-19 w Wielkiej Brytanii systematycznie rośnie z tygodnia na tydzień. Groźba piątej fali wisi nad tym krajem. Obecnie chorzy najczęściej... Klaudia Torchała Kim Dzong Un wytypował "pacjenta zero". Miał wejść na wzgórze i wrócić chory na COVID-19 Korea Północna twierdzi, że zidentyfikowała źródło epidemii COVID-19. Jednak niezależni eksperci sceptycznie podchodzą do twierdzeń, ponieważ państwowe media... Paweł Radny Monika Miller nieuleczalnie chora. "Zaczęły się problemy z oddychaniem i wymiotowaniem" Monika Miller wyznała, że choroba, z którą zmaga się od lat, wywołała u niej kolejne dolegliwości. Gwiazda nie zdradziła, na co konkretnie choruje, ale przyznała,... Anna Górska Co się dzieje z rakiem piersi w nocy? "Kiedy chora osoba śpi, budzi się guz" Nowotwory piersi należą do najczęstszych rodzajów raka atakujących ludzkość. Co roku chorobę diagnozuje się u 2,3 mln osób. Odkrycie uczonych ze Szwajcarii może... PAP Połowa pacjentów z chorym sercem miała prawidłowy wynik badania. Przełom w diagnostyce Do niedawna, kiedy dostępność diagnostyki mikrokrążenia była bardzo ograniczona (a dla polskich pacjentów w zasadzie niedostępna), do 45 proc. chorych z bólem w... Materiały prasowe Dobre wieści dla chorych na tarczycę. Poranna kawa nie wpływa na działanie leku Lek stosowany w leczeniu niedoczynności tarczycy powinno się przyjmować nie tylko na czczo, ale co najmniej na pół godziny przed poranną kawą — takie zalecenia... Klaudia Torchała Chore nerki nie bolą. Lekarka: sygnał alarmowy zobaczysz, oddając mocz Kojarzone głównie z funkcją wydalniczą, w rzeczywistości odpowiadają za wiele więcej obszarów i funkcji organizmu. Kiedy chorują, nie bolą, ale to sytuacja tym... Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej

chusty dla chorych na raka